wtorek, 18 lipca 2017

Prawdziwa a fałszywa pewność zbawienia

Przypowieść Jezusa o gościach weselnych, zapisana w Ewangelii Mateusza 22:1-14 jest jedną z tych przypowieści, które sięgają najdalej w głąb naszej duszy. Czytamy w niej o uczcie weselnej, przygotowanej przez króla z okazji wesela swojego syna, którą Jezus porównuje do Królestwa Niebios. Pomimo zaproszenia pewnych osób, gdy nadszedł czas rozpoczęcia uroczystości, nie skorzystały one z zaproszenia i nie przybyły na wesele.
W konsekwencji, ci, którzy zostali jako pierwsi zaproszeni, utracili nadany im w związku z tym przywilej, a zaproszenie zostało przekazane innym. Miejsca przy stołach zostały zapełnione i zdawało się, że wszystko jest już w jak najlepszym porządku – do czasu, gdy zjawił się sam król. Zobaczył on wśród ucztujących człowieka nie ubranego w weselną szatę i wyrzucił go z domu weselnego.
Jaką naukę reprezentuje ta przypowieść? Jest ona podkreślona w 14 wersecie 22 rozdziału Ewangelii Mateusza: „Wielu bowiem jest zaproszonych, lecz niewielu wybranych.” Mowa tu o wspaniałomyślnym, dobrowolnym zaproszeniu. Lecz nie każdy, kto otrzyma takie zaproszenie, weźmie udział w uczcie. B.B. Warfield w eseju pt. „Czy tylko niewielu będzie zbawionych?” mówi nam, że Jezus nie mówi w tej przypowieści o odwiecznej liczbie zbawionych i potępionych; raczej podkreśla On tu wobec swoich słuchaczy potrzebę „nie tylko odpowiedzi na zaproszenie Ewangelii, ale również prowadzenia życia, które byłoby z nią zgodne.”
Znaczenie tej przypowieści (oraz zawarte w niej ostrzeżenie) zmierza do przypomnienia nam, że taka rzecz jak fałszywa pewność zbawienia naprawdę istnieje – poczucie, że wszystko z naszą duszą jest w porządku, gdy tymczasem prawda może być odmienna o sto osiemdziesiąt stopni. Dlatego posiadanie przez nas pewności zbawienia wymaga od nas rozważenia także odwrotnej możliwości – mianowicie tego, że zbawieni nie jesteśmy.
Nadzieja, która nigdy nie ujrzy spełnienia
Osiemnasty rozdział Westminsterskiego Wyznania Wiary, zatytułowany „O pewności łaski i zbawienia” zaczyna się od rozważenia fałszywej pewności. Poza kręgiem zbawionych znajdują się hipokryci i inni nieodrodzeni duchowo ludzie (18.1). Zarówno w Kościele, jak i poza nim, znajdują się osoby, które zadowalają się myślą, że wszystko dla nich się dobrze skończy: innymi słowy – hipokryci, którzy tylko odgrywają swoje „chrześcijaństwo”, ale których wiara nie ma żadnego trwałego wyrazu, oraz inni niewierzący, którzy nie byli nigdy zainteresowani chrześcijaństwem.
Możliwość posiadania fałszywej pewności, a tak naprawdę bycia zgubionym była stałym punktem nauczania i teologii purytańskiej.
Spójrzmy choćby na słowa Thomasa Brooksa (z książki „Niebo na ziemi”):
Taka pewność jest jedynie domniemaniem, które popycha człowieka do zabawy z grzechem, do śmiałości wobec grzechu, do niezdawania sobie sprawy z powagi grzechu i do kontynuowania na drodze grzechu. Taka pewność nigdy nie doprowadzi człowieka do nieba, nigdy nie powstrzyma go przed wtrąceniem do piekła, zaiste, pogłębi ona jeszcze jego potępienie i uczyni z niego najbardziej godną pożałowania istotę spośród wszystkich potępionych, nieszczęśliwych i opuszczonych dusz. O Panie! Od takiej pewności ustrzeż mą duszę – i daj mi coraz więcej tej niebiańskiej pewności, która sprawia, że nienawidzę grzechu bardziej niż samego piekła, a moja dusza boi się bardziej popadnięcia w jakikolwiek grzech niż jedynie popadnięcia w kolejny.
Takie samo ostrzeżenie zawiera powieść autorstwa Johna Bunyana – “Wędrówka Pielgrzyma”. W drodze do Niebiańskiego Grodu, Chrześcijanin i Ufny dotarli do Góry Błogości, gdzie spotkali pasterzy, którzy dali im wgląd w ich pielgrzymkę. W dolinie, po jednej stronie wzniesienia, pasterze otworzyli pewne drzwi i polecili pielgrzymom zajrzeć do środka. Wszystko było ciemne, pełne dymu, a wszędzie naokoło dało się słyszeć jęki zgubionych.
„To, co widzicie” – rzekli pasterze – „to boczna droga do piekła – drogą, którą wchodzą hipokryci.”
„Widzę” – zauważył Ufny – „że każda z tych osób, zupełnie jak my, odgrywa jedynie pewną sztukę, a nie pielgrzymuje naprawdę. Czyż nie?”
„Tak, to prawda” – odpowiedzieli pasterze – „I oni także dość długo byli w wędrówce”.
Ostrzeżenie zawarte w odpowiedzi pasterzy – że można dość długo „pielgrzymować”, udając, aniżeli pielgrzymując naprawdę – powinno nas wyczulić na realną możliwość zwodzenia samych siebie, możliwość życia w świetle tego cielesnego domniemania o naszej właściwej pozycji w oczach Boga, gdy w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Niczym echo odbijają się tu słowa zwieńczające Kazanie na Górze: „Nie każdy, kto się do Mnie zwraca: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios” (Ewangelia Mateusza 7:21).
Gdy „Panie, Panie” to tylko teologiczna wiedza, to nasza pewność zbawienia nie ma żadnych podstaw. W końcu demony też wierzą, a pozostają demonami (List Jakuba 2:19). Wiedzieć, że jest uczta weselna i że jest na nią zaproszenie, to nie wszystko. Istotnie bowiem, traktując poważnie naturę grzechu, byłoby to ostateczną dyskwalifikacją; bo znać prawdę, a żyć tak, jakby jej znając, jest większym grzechem niż naprawdę jej nie znać.
Gdy „Panie, Panie” to tylko chrześcijańskie doświadczenia, to nasza pewność zbawienia nie ma żadnych podstaw. Pomiędzy obietnicami  Ewangelii a doświadczeniem chrześcijańskim istnieje pewien nierozerwalny związek. Kiedy prawdy Ewangelii oddziałują na nasze życie, to będziemy odczuwać i doświadczać określonych rzeczy. Jednak – jak przypomina nam Jonathan Edwards w tomie rozważań zatytułowanym „Uczucia religijne” – pomiędzy przejawami łaski a dowodami łaski zachodzi istotna różnica; czynienie dowodów na podstawie naszych doświadczeń, bez żadnej prawdziwej miłości dla Chrystusa (która sama w sobie jest przejawem łaski), doprowadzi nas do wytworzenia w sobie fałszywej pewności. Jakkolwiek w naszym życiu mogą być dostrzegalne wyraźne dowody pobożności, to jednak – używając słów Edwardsa – mogą być one jedynie „powszechnym działaniem Ducha Świętego, połączonym z podstępami diabła oraz nikczemnością i przewrotnością ludzkiego serca.”
Również, gdy „Panie, Panie” to tylko chrześcijańska służba, to nasza pewność zbawienia nie ma żadnych podstaw. 
W świetle Kazania na Górze, to właśnie ten aspekt jest tym, na co nasz Pan zwraca szczególną uwagę. Ludzie będą odwoływać się do tego, że w imieniu Chrystusa prorokowali, wypędzali demony i czynili wiele potężnych dzieł. On jednak nie zaprzeczy tym faktom – zaprzeczy jedynie temu, że dokonując tych rzecz, nigdy Go nie znali.
John Murray, w eseju pt. “Pewność wiary”, przypomina nam, że pewność, jak każda okazana nam łaska, jest „podatna na wynaturzenie i nadużycie, a zaiste nie istnieje gorsze zakłamanie aniżeli zakłamanie tych, którzy uważają się za najlepszych”. Choćby dlatego mamy czynić starania, by realizować wybrzmiewające na kartach Nowego Testamentu polecenie – upewniać się co do prawdziwości naszego powołania i wybrania (2 List Piotra 1:10).
Jedyna nadzieja, która nas nigdy nie zawiedzie
Ale jak mamy to czynić? Czy wobec tak - jak mogłoby się wydawać – zniechęcających słów, jakie padły powyżej, możemy mieć autentyczną pewność zbawienia? Prawdziwie możemy! Pisma Nowego Testamentu mówią nam, że naszym największym przywilejem jest wiedzieć, iż jesteśmy dziećmi Boga. Przeto możemy powiedzieć: „Wiemy, że On trwa w nas” (1 Lista Jana 3:24).
Zwróćmy najpierw uwagę na to, że pewność zbawienia  bierze swe źródło w dziele Ducha Świętego w życiu wierzącego. Jak apostoł Jan kontynuuje w wersecie, który dopiero co zacytowaliśmy – „to natomiast, że On trwa w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.” Czy nie słyszymy w tym także wspaniałych słów Pawła, zapisanych w Liście do Rzymian 8:16? Że „ten właśnie Duch świadczy wraz z naszym duchem, że jesteśmy dziećmi Boga.”? W świadomości wierzącego ma miejsce ponadnaturalne działanie – Duch żywego Boga wiedzie nas do przekonania o błogosławieństwie udziału w usynowieniu, które stało się możliwe w Jezusie Chrystusie.
A więc co dokładnie Duch czyni dla nas? Po pierwsze, sprawia, że Chrystus staje się naszym jedynym źródłem nadziei i pewności. Sprawia, że Chrystus staje się dla nas coraz większy, a tym samym usuwa wszystko, co dotąd wypełniało miejsce Chrystusa i Jego dzieła w fundamencie naszego zbawienia. Pozostawia nas spełnionych w tym, co Chrystus uczynił dla nas. 
To Chrystus jest naszą jedyną, ostateczną pewnością, nie jesteśmy nią my.
Pierwszym zbiorem dowodów naszego usynowienia jest samo Synowstwo i Służba Jezusa: to Kim jest i co dla nas uczynił.
Dlatego też Westminsterskie Wyznanie Wiary podkreśla, że autentyczna pewność jest udziałem tych, “którzy prawdziwie wierzą w Pana Jezusa”, i którzy „miłują Go szczerze” (18.1). To ci sami, którzy – używając słów Jezusa z Ewangelii Mateusza 7:24-27 – budują na skale.
Po drugie, Duch Świata wzbudza w nas pragnienie bycia podobnymi do Chrystusa. To Jego dzieło, by odnowić w nas oraz Chrystusa i przeobrazić nas na ten obraz, „z chwały w chwałę” (2 List do Koryntian 3:18). To zakłada  nienawiść wszystkiego, co jest do Chrystusa niepodobne. Chrystus przyszedł nie tylko po to, by uwolnić nas od piekła, ale również, by uwolnić nas od naszych grzechów (Ewangelia Mateusza 1:21). 

Być w Chrystusie oznacza nienawidzić obecnego grzechu, a nie jedynie przyszłej wizji piekła.
Ci, w których sercach takie dzieło zostało zapoczątkowane, są świadomi codziennej walki z „żądzami ciała, żądzami oczu oraz pychą życia” (1 List Jana 2:16). Czasem grzech zyskuje przewagę, a chrześcijanin przegrywa bitwę. Takie momenty mogą przyćmić naszą pewność, ale nie mogą pozbawić nas naszego zbawienia.
Po trzecie, Duch daje nam pragnienie bycia posłusznym Chrystusowi. Jesteśmy świadomi tego jak niedoskonale to czynimy i jak łatwo przychodzi nam nieposłuszeństwo. Wiemy, co powinniśmy robić, ale tak często czynimy to, czego nie powinniśmy (List do Rzymian 7:7-24). Jednak Bóg wypracowuje w nas wolę wykonywania Jego woli i Jego dzieła (List do Filipian 2:13). Gdy prawdziwie pragniemy być Mu posłusznym i służyć Mu, „żyć w dobrym sumieniu przed Nim” – jak ujmuje to Westminsterskie Wyznanie Wiary, to zyskujemy dowód naszej relacji z Nim. Takie postępowanie jest dowodem na nasze zbawienia, a nie jego przyczyną (List do Efezjan 2:10).
Istnieje bliski związek między działaniem Ducha Świętego w nas, które daje nam pewność zbawienia, a naszym czynieniu użytku ze zbawienia (List do Filipian 2:12). Dziecko Boże jest inspirowane pragnieniem bycia miłym Chrystusowi. Podobnie, pragnie ono uniknąć oszustwa związanego z myśleniem, że ma ono Chrystusa, gdy tak naprawdę nie ma niczego. W końcu, obłudnik nigdy nie boi się myśli, że w rzeczywistości może być prawdziwym chrześcijaninem. Ale chrześcijanin boi się, że może być tylko hipokrytą.
Czasami ten strach – który prowadzi nas do ciągłego egzaminowania naszej relacji z Bogiem – jest najzdrowszym uczuciem, jakie Bóg wlał w nasze wnętrza.
Iain Campbell
Tłumaczenie: Miszael
źródło: http://www.ligonier.org/learn/articles/true-and-false-assurance/
 

Zwiedzenie w Kościele Pana Jezusa Chrystusa Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger